O mojej wycieczce do Chorwacji – kulinarnie

Dziś o moich wrażeniach z niedawnej wycieczki do Chorwacji. Tych kulinarnych, oczywiście.

Więcej zdjęć smakołyków lub niesmakołyków o których wspominam bądź nie znajdziecie na moim fanpage w albumie: Chorwacja i Triest kulinarnie.

Na początku zaznaczę, że poniższy tekst pisze osoba niebędąca na żadnej odchudzającej, bezglutenowej czy jakiejkolwiek innej diecie, a jedynie pragnąca się w miarę racjonalnie odżywiać, lubiąca owoce, warzywa i lekkie, zdrowe dania.
I jeszcze jedna uwaga – ta relacja dotyczy tylko północnej części Chorwacji. Na bardziej turystycznym południu sytuacja może mieć się nieco inaczej.

Moja trasa była nieco nietypowa jak dla turystki bo jechałam odwiedzić przyjaciółkę, a potem dopiero trochę pozwiedzać. Jej przebieg to:
Daruvar – Zagrzeb – Plitwice – Zadar – Selce k. Crikvenicy – Omišalj na wyspie Krk – Rijeka – Opatija.
Potem był jeszcze Triestr, ale to już zupełnie inna historia.

Wycieczkę zaczęłam od odwiedzenia małego miasteczka (na pograniczu Slavonii) w północnej części kraju – Daruvaru.

Emi na asystenturze Comeniusa krzewiąca kulturę polską wśród Chorwatów (patrz plakat).

Razem z moim towarzyszem podróży Markiem i rezydującą w Daruvarze Emilią udaliśmy się na obiad do typowej, chorwackiej restauracji. Tam przeżyłam pierwszy szok. Zamówiłam tradycyjny chorwacki specjał – ćevapi, czyli podłużne kotleciki z wieprzowo-wołowego mięsa mielonego. Wg menu miały być grillowane. W rzeczywistości były smażone na głębokim tłuszczu. A do tego niewyobrażalnie słone. Podobnie jak bułka (lepinja) w której owe kolteciki podano. Do tego stopnia, że nie dało się jej jeść. Warzyw nie było wcale. Tylko surowa cebula jako element dekoracyjny (!). Emilia poinformowała mnie, że to normalne i mogę sobie domówić sałatki jednowarzywne jako osobne danie. Ech… Nie wiem jak miałabym zjeść tłuste mięso z wielkim kawałem białego pieczywa i miską pomidorów. Na szczęście Emi poratowała mnie pysznymi gotowanymi ziemniakami, które smakowały nieco inaczej niż u nas, a Marek swoim wieprzowym “odrezakiem” (panierowany i smażony  a’la devolay), więc nie wyszłam głodna z restauracji.

O tym, że sałatki w Chorwacji są najczęściej jednowarzywne przekonałam się na trzeci dzień kiedy zamówiłam „cabbage salad”.

Dostałam samą niezmożoną kapustę polaną vinaigrettem. Cieszyłam się z niej ogromnie bo zdążyłam się mocno stęsknić za warzywami. Dzień wcześniej porcję warzyw miałam okazję skonsumować tylko o poranku u Emi. Potem, w Zagrzebiu skusiliśmy się jedynie na burki (o tych za chwilę), licząc na porządny obiad w okolicy Jezior Plitwickich. Na miejscu spotkało nas spore zaskoczenie. Przy wejściu do Parku Narodowego ulokowano jedną budkę z hamburgerami, hot-dogami i smażonym mięsiwem. Najmniej fast-food’owe były tam kanapki. Na białej dmuchanej bułce. To akurat nie stanowiło dla mnie szoku bo wszelkie spotykane na ulicach sandwiche zawierały jasne pieczywo. Podobnie jak podawany do każdego posiłku chleb (kruh). Pełnoziarnistego pieczywa nigdzie nie widziałam.


Widziałam natomiast mnóstwo pizzy (szczególnie w Zadarze), sprzedawanej na kawałki. I wszechobecne we wszechobecnych piekarniach wspomniane już wcześniej burki i pokrewne im wypieki. Bureki to a’la bułeczki z ciasta filo ze słodkim lub wytrawnym nadzieniem (najczęściej serowym, mięsnym, szpinakowym lub owocowym), zwinięte w różny sposób lub podawane w postaci okrągłego placka. Na cieście filo bazowały też inne przekąski, takie jak strudle, štrukli czy pirožki. Wszystkie bez wyjątku były ekstremalnie tłuste i jak dla mnie po prostu niesmaczne. Wersje wytrawne okazywały się przesolone, a słodkie z kolei wydawały mi się za mało słodkie (tak, nawet mnie).

Burek z serem w postaci placka.

Po prawej pizza sandwiche, czyli pizze na bardzo grubym spodzie, po lewej poskręcane burki, czyli te najpopularniejsze.

Na pierwszym planie pirožka, po lewej u dołu strudel, po lewej na górze burkifla (ten rogalik), centralnie na górze rolada sa sirom i šunkom, po prawej jastučić.

Strudel z nadzieniem wiśniowym, który konsystencją przypominał gęsty kisiel. Piekarnie/cukiernie spotykane przeze mnie najczęściej to Mlinar i piko.

Nie byłam również zadowolona z chorwackiej herbaty. Czarna, o którą zawsze prosiłam smakowała dziwnie. W kilku miejscach otrzymałam dokładnie taką samą co potwierdza fakt na jaki zwróciła mi uwagę Emi – Chorwaci prawie nie piją herbaty, a jeśli już, to owocową lub ziołową.

Wrócę jeszcze na koniec do dań głównych. Tym zupełnie nie ufałam (za tłuste, za słone i bez warzyw), więc na obiad w Rijece zamówiłam zupę pomidorową (juha od rajčice). Pomidorówka to stała pozycja w chorwackich kartach, którą wcześniej dwukrotnie testował Marek. W obu przypadkach wybór uznaliśmy za bardzo trafiony. Moja też okazała się smaczna. Ufff. A zatem istnieje coś co można bezpiecznie zamówić w Chorwacji ;) Bezpiecznym wyborem są też naleśniki (palacinke), które w Chorawcji wyglądają i smakują jak wszędzie. I są tłuste jak wszędzie. Nie traktuje się ich jako słodkie danie, tylko deser, więc w menu umieszczane są zawsze w sekcji deserowej.

Mimo wymienionych wyżej zaskakujących zwyczajów żywieniowych i trudności w normalnym żywieniu się podczas intensywnej wycieczki po Chorwacji, nie mówię żeby tam nie jechać!
Widoki są cudowne i rekompensują wszelkie niedogodności. A dietę można sobie uzupełnić w niezbędne składniki kupując warzywa i owoce w sklepach i na straganach.
Do kawałka pizzy na grubym spodzie z minimalną ilością sera (takie też były) można zaserwować sobie wspaniałe pomidorki (rajčice albo paradajsy) (dawno nie jadłam takich wspaniałych, smakujących naprawdę „pomidorowo”), a do pieczywa chude twarożki, które w Chorwacji są dostępne. Poza tym Chorwaci mają pyszne pitne jogurty naturalne – 2.8-procentowe, które smakują mocno kremowo.

Ta zielona buteleczka zawiera właśnie ten jogurt.

Podsumowując – przy odrobinie wysiłku, można stosunkowo zdrowo jeść na wakacjach w północnej Chorwacji, zdominowanej przez budki z pizzą, kawiarnie i lodziarnie.
Trzeba tylko od czasu do czasu zahaczyć o zwykły spożywczak. I mieć cierpliwego towarzysza podróży. Mój Marek wykazał się nadzwyczajną wyrozumiałością i nawet mył mi te moje owoce i pomidorki :)

Jedzenie dostępne w restauracjach to jedno, a produkty dostępne w sklepach to drugie. O tym również wspomnę w kilku słowach i pokażę co ciekawego spotkałam na chorwackim rynku.

Kiszona kapusta w główce. Podobno smakuje jak nasza kwaszona, ma tylko inną postać. Używa się jej do chorwackiej sarmy, czyli takich ichnych gołąbków. Kapustę nabyłam, więc przetestuję.

Ratluk, rahat lokum, lokum, turkish delight, bombay karachi halwa. To bardzo słodkie galaretki o orzechowym aromacie i orientalno-śródziemnomorskich korzeniach. Mnie nie zachwyciły.

Ajvar, czyli pasta z papryki, często z bakłażanem. Do kupienia w sklepach w wielu wariantach i często podawana do mięsa w restauracjach.

Paski sir. Twardy owczy ser z wyspy Pag. Bardzo dobry. Widziałam go dużo na straganach w Zadarze.

Rakija. Ta dostępna jest i w sklepach, i w pubach. Robi się ją także w domu. Emi poczęstowała nas sześcioma różnymi rodzajami. Dwie były w porządku, czterech nie byłam w stanie wypić. Ale to wcale nie znaczy, że napój jest kiepski! Bo jak znającym mnie wiadomo, ja jestem po prostu bardzo niealkoholowa.

Prezentowaną w tym poście dokumentację zdjęciową zawdzięczacie Markowi, który cały czas służył swoim aparatem (i kunsztem fotograficznym) oraz iPhone’em. Dziękuję!

15 komentarzy

  1. o widzisz a ja wczoraj rozmawiałam właśnie w pracy o tym jak kiedyś się kisiło kapustę i.. koleżanka powiedziała, że u niej w rodzinie na dnie beczki kładło się właśnie całe główki kapusty. Były (wg. jej słów ) najlepsze z całego kiszenia. Zjadali je same jako przekąskę albo lekko poszatkowane jako dodatek do obiadu

    • A widzisz! Mi Mama, po przeczytaniu tego wpisu, też powiedziała, że Babcia kiedyś takie całe kapustki kisiła i robiła z nich gołąbki.

  2. Z wymienionych przez Ciebie produktów i dań najbardziej zachęca mnie ajvar (bardzo lubię) oraz ser owczy. Ogólnie jednak chorwackie zwyczaje żywieniowe faktycznie nie brzmią szczególnie zachęcająco ;)

    • Niestety. Spodziewałam się owoców morza i lekkich sałatek, a zastałam tłuste burki i smażone mięso. Ale może na południu jest nieco lepiej. Będę musiała kiedyś sprawdzić ;)

  3. Mm zupełnie inne skojarzenia kulinarne z Chorwacją! Co prawda byłam na wybrzeżu, w bardziej południowej części, ale kuchnia chorwacka jest dla mnie w czołówce jeśli chodzi o różnorodność, świeżość składników, połączenia smakowe. Cudowne świeże grillowane ryby, owoce morza i mój faworyt sałatka z ośmiornicy- polecam połudie dla odczarowania wrażeń:)

    • Tak, myślę, że masz absolutną rację. Dlatego podkreślam, że moje wrażenia dotyczą tylko północy. Jak jest na południu muszę po prostu sprawdzić ;)

  4. Byłem w środkowej Dalmacji i kuchnia jest zupełnie inna niż powyższy opis. W wielu przewodnikach wskazuje sie, ze północna część Chorwacji to kuchnia tłusta turecka, węgierska a na południu kuchnia śródziemnomorska z przewaga ryb i owoców morza. Różnica jest wyraźna. Oczywiście koszt podróży i wakacji w północnej części jest niższy. Zatem wybierając tańsze wakacje należy sie liczyć z pewnymi niedogodnościami. Kuchnia Chorwacja jest inna w rożnych rejonach i trzeba o rym pamietać, sporo informacji znaleźć mozna w internecie. Zreszta kuchnia Polska tez jest inna na Kaszubach, Podhalu czy Pomorzu. Dziwi mnie rozczarowanie autorki, wyjeżdżając należy sprawdzić charakter kuchni w danym regionie!

  5. Świetna relacja! Ja jestem ogólnie zwolenniczką łączenia przyjemności: jedzenia, picia, muzyki i rozmów/ integracji, zwłaszcza z lokalnymi ludźmi. Dlatego idealną opcją dla mnie są wieczorne uczty przy muzyce. Nie solo, nie w duecie, ale w dużej ekipie fajnych osób, wówczas jest weselej, a jedzenie lepiej smakuje. Tu relacja z takiej miłej „imprezy”, akurat nie mojej, ja uczestniczyłam w podobnej, za to w tym samym lokalu :)
    http://www.travelmaniacy.pl/artykul,wieczor_dalmatynski_w_chorwackiej_konobie,3038,4,0.html

Odpowiedz

Twój adres mailowy nie bedzie opublikowany.

*

Możesz użyć języka HTML w postaci takich tagów i atrybutów: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>