Wrażeń w ten weekend mi zdecydowanie nie brakowało. Sobotę spędziłam w przepięknej Tamarynowej Osadzie na spotkaniu blogerów. A w niedzielę udałam się wraz z Karmel-itką na Restaurant Day.
Restaurant Day to dzień w którym każdy może otworzyć swoją jednodniową restaurację. Gdziekolwiek. Na ulicy, w parku, w garażu. Idea tego wydarzenia przybyła do nas i innych krajów z Fnlandii. Na jedno popołudnie otwarte zostały w Poznaniu restauracje:
PUGA, Aleksandry Gerlach, na parkinku w Starym Browarze (poziom +5). Tematem przewodnim była kuchnia francuska. Serwowano zatem klasyczne wypieki – makaroniki, tartaletki, tartę tatin, brioszki. Były też grczane wytrawne naleśniki (crêpes) – z sosem pomidorowym i sardynką lub pieczarkami i kwaśną śmietaną. A także pszenne, na słodko – z kozim serkiem i miodem lub musem z kasztanów. Ja zdecydowałam się na rybkę. Nie żałuję, aczkolwiek szkoda, że nie miałam już potem siły na spróbowanie innych specjałów, które powstały w drugiej restauracji.
Blow up in the park, Tomasza Trąbskiego, zlokalizowanej w parku przy Starym Browarze. W menu znalazły się:
Restaurant Day odbywał się też nad Wartą gdzie o catering zadbał KontenerART. Niestety, nie zdążyłyśmy tam dotrzeć bo pośpieszłyśmy do Kościana na pokaz kulinarny Paolo Cozza.
Niemniej, Restaurant Day uważam za bardzo ciekawe wydarzenie. Jedzenie na plastikowych talerzykach, całkiem wyszukanych dań ma swój klimat. Poza tym piknikowy charakter jednodniowej restauracji pozwala mile spędzić czas na świeżym powietrzu. Nie wydając przy tym majątku bo serwowane dania mają z zasady przystępne ceny.
Kuchnia francusa „w chmurach”, czyli dachu/parkinku Starego Browaru.
Naleśnikowe menu:
I słodkości.
Oczywiście żadne wydarzenie nie jest naprawdę fajne bez dobrego towarzystwa. A ja miałam wyborowe – Karmel-itki!
A tu ja i mój crêpe z sardynką.
Nie tylko na dachu sporo się działo.
Ech, ta piknikowa atmosfera…
I smakowite jedzenie.
Mule.
Burgery jagnięce.
I lemoniada.
Relację Karmel-itki z tej imprezy znajdziecie tu.